The
Good News’
Rhythms

start


© 2002–2007 by Szum.pl


We’ll be there: … wherever God sends us!  ;)

Interview



Głoszenie Dobrej Nowiny
czyli mowa o zespole Rytmy Dobrej Nowiny (RDN)
 

[Artykuł autorstwa Doroty Leń pochodzi ze «Żniwa» — czasopisma Parafii pw. św. Jadwigi w Trzebnicy.]

 

RDN to zespół ewangelizacyjny, który powstał w lipcu 2000 r. podczas Salwatoriańskiego Forum Młodych w Dobroszycach, dzięki Ruchowi Młodzieży Salwatoriańskiej.

Pierwszy ich występ odbył się w październiku 2000 r. w ramach koncertu „Tylko Jezus” we Wrocławiu, który został zorganizowany przez Piotra Dziemidowicza.

Zespół liczy ok. 25 osób z Trzebnicy i różnych części Polski (m.in. z Wrocławia, Mikołowa, Oleśnicy, Lądka Zdrój, Warszawy). Opiekunem duchowym RDN’u jest ks. Mieczysław Tylutki — dyrektor wspólnoty RMS’u.

W związku z tym, że w skład zespołu wchodzą ludzie mieszkający w różnych miejscach w Polsce, w całości zespół spotyka się na koncertach oraz na warsztatach muzycznych, które odbywają się raz lub dwa razy w roku. Warsztaty pomagają członkom zespołu w podnoszeniu ich umiejętności muzycznych. Zespół przeżywa również zamknięte rekolekcje wspólnotowe odbywające się w okresie adwentu i wielkiego postu.

RDN ma już za sobą wiele koncertów i występów, jako zespół towarzyszy muzycznie na mszach, występuje podczas festynów parafialnych i przedsięwzięć ewangelizacyjnych oraz spotkań wspólnoty RMS’u, np. na Forum w Dobroszycach i na Festiwalu w Mikołowie. Mieliśmy również okazję wiele razy posłuchać zespołu w Trzebnicy.

[…]

Redakcja „Żniwa” przeprowadziła wywiad z członkami zespołu RDN: wokalistką — Gosią Pierzchałą, instrumentalistami — Kubą Szurkawskim i Grześkiem Miśtą, technikiem — Krzyśkiem Lewandowskim i menadżerem — Olkiem Kowalskim.

 

Żniwo:

 

Co jest główną istotą i celem zespołu, poza śpiewaniem i graniem? Po co i dla kogo to robicie?

Kuba Szurkawski:

 

W ten sposób uwielbiam Boga, oddaję mu hołd, jest to dla mnie forma modlitwy. Poczułem kiedyś, że mam talent grania na perkusji, to Bóg mi go wskazał. Cały czas staram się rozwijać ten talent, aby moja posługa była jeszcze lepsza. Dzięki zespołowi mam większy zapał do modlitwy. W czasie koncertów modlę się głównie za tych, co przychodzą na uwielbienia.

Gosia Pierzchała:

 

Przede wszystkim chcemy głosić Chrystusa tym, co robimy i co chcemy robić w Kościele; traktujemy to jako służbę, ale także jest to dla nas przyjemność.

Zespół jest też potrzebny każdemu z członków, do tego, żeby się formować duchowo, znajdować swoje miejsce w Kościele. Chcemy również przekazywać słowo Boże przez nasze teksty innym ludziom. Myślę, że to jest konkretna służba w kościele, forma modlitwy i dorastania duchowego.

Żniwo:

 

Jak długo jesteście już w zespole? Czy wstąpienie do RDN’u miało wpływ na wasze życie i zmieniło je?

Krzysiek Lewandowski:

 

Jestem w zespole od 2001 r. Posługa w RDN’ie na pewno wpłynęła na moje życie — nagle nabrało ono sensu. Zakręty na mojej drodze życiowej stały się łagodniejsze.

GP:

 

Posługuję w zespole od samego początku jego istnienia. Dla mnie śpiewanie w RDN’ie ma kilka wymiarów. Jest to duża przyjemność obcowania z ludźmi, których bardzo lubię; przez te 5 lat wiele razem przeszliśmy. Najważniejszą kwestią jest jednak moje wzrastanie duchowe oraz wzrastanie całej naszej wspólnoty. W RDN’ie odnajduję Pana Boga i tu chcę wzrastać duchowo. Ważne jest też to, co robimy, że przebywamy razem, wyjeżdżamy i mamy okazje wiele się nawzajem uczyć.

Żniwo:

 

Czy satysfakcjonuje was to, co robicie w zespole, i czy to lubicie? Czy wolelibyście robić coś innego?

KS:

 

Myślę, że nikt nie trafił do zespołu przypadkowo. Każdy robi to, co potrafi, i dlatego trafił w takie miejsce. Każdy ma jakiś talent i powinien go realizować, a nie uciekać przed nim. Dlatego mnie to satysfakcjonuje.

GP:

 

Jestem zadowolona z tego, co robię. Lubię działać w taki sposób i tu widzę swoje miejsce.

KL:

 

Oczywiście lubię to robić. Bóg ma swoją koncepcję i plany co do mojego miejsca w RDN’ie. I niech tak pozostanie, bo ze śpiewem idzie mi znacznie gorzej niż ze zwijaniem kabli (hihi).

Żniwo:

 

Większość Waszych koncertów od strony widowni wygląda bardzo profesjonalnie. Jak wyglądają one z Waszego punktu?

Olek Kowalski:

 

Zdaje się, że punkt widzenia osoby z Zespołu, która podczas koncertu nie śpiewa ani nie gra, ani nawet nie „ustawia” dźwięku, nie jest zbyt interesujący, ale tym bardziej ucieszyłem się na Twoje pytanie… Tzw. menadżer na pewno w pierwszym rzędzie stara się o to, aby koncert się ZACZĄŁ, a następnie uważnie pilnuje, aby także się… SKOŃCZYŁ. I to w odpowiednim momencie! Ciężar jego pracy znajduje się grubo przed rozpoczęciem występu oraz przeważnie długofalowo po nim.

Sam przebieg koncertu jest czasem modlitwy, ale nie zawsze takiej skupionej jak podczas liturgii czy osobistego stawania przed Bogiem "w swojej izdebce". Zespół modli się na scenie swoją piękną muzyką, rytmami, harmonią, tańcem, SŁOWEM… Akustyk, technik, menadżer, duszpasterz Zespołu oraz przyjaciele — oni modlą się radością słuchania na żywo swoich sióstr i braci z Zespołu, identyfikują się z ich modlitwą, czasem wyłapują potknięcia, a będąc pośród odbiorców lepiej widzą, czy Zespół „łapie kontakt” i pobudza słuchaczy do wspólnej modlitwy, co z kolei w efekcie umożliwia późniejszą refleksję nad całością.

KL:

 

Już podczas samego koncertu mam mniej pracy, gdyż do mnie należy rozstawienie sprzętu przed i złożenie po koncercie, a podczas koncertu wychwalam Pana.

GP:

 

Każdy koncert ma wymiar duchowy. Aby na scenie między nami była jedność, modlimy się przed koncertem, staramy się, aby każdy z nas był w stanie łaski uświęcającej. Każdą pieśnią można się modlić za konkretne osoby w konkretnych intencjach. Są jeszcze sprawy organizacyjne: wspólne próby, ćwiczenia, dbanie o sprzęt.

Żniwo:

 

Zespół jako wspólnota uczestniczy w warsztatach muzycznych. Co jest ich głównym celem, co na nich robicie i jak wpływają one na proces tworzenia muzyki?

KS:

 

Kiedyś na warsztaty zapraszaliśmy kogoś, kto zna się na muzyce, kogoś, kto był naszym „przewodnikiem” muzycznym. Nabraliśmy trochę pokory, dystansu i innego spojrzenia na nasze granie. Od jakiegoś czasu sami ćwiczymy między sobą: chór i instrumentaliści. Sami także tworzymy nowe utwory — na ostatnich warsztatach w Moszczenicy powstał nowy utwór „Otwórz serce”. Warsztaty to jedyna szansa, poza koncertem, aby spotkać się z całym zespołem.

GP:

 

Jest to czas bycia razem, czas modlitwy i prób. Przygotowujemy wtedy materiał — zmieniamy coś w starych utworach, tworzymy nowe i doskonalimy to, co mamy.

Na warsztatach mamy również czas na rozrywkę i przyjemności np. wspólne gotowanie.

Żniwo:

 

Czym są dla was rekolekcje wspólnotowe? Co jest ich głównym celem i jak wpływają na waszą formację duchową?

GP:

 

To czas odnowy, czas odbudowania naszych intencji, naszej motywacji do bycia w zespole, na tym najczęściej się skupiamy. Jest to okazja, by modlić się razem, rozmawiać o rzeczach ważnych i trudnych dla zespołu.

KS:

 

Rekolekcje to ćwiczenie ducha. Odbywają się też czasem przy okazji warsztatów.

Żniwo:

 

Jakie zmiany zaszły w RDN’ie poza kadrowymi. Jak zespół sobie radził z momentami zniechęcenia i wątpliwości?

Grzesiek Miśta:

 

Podoba mi się to, co podkreślił Mate.O podczas ostatniego koncertu w Trzebnicy. Bóg jest ojcem, jako ojciec ma prawo wychowywać swoje dzieci. I mam nadzieję, że RDN jest także takim Bożym pragnieniem, i że Bóg wychowuje nasz zespół. Dużą trudnością dla zespołu jest to, że nie jesteśmy muzykami. Staramy się być wspólnotą, a to jest bardzo trudne zadanie. Myślę, że tym, co bardzo pomaga zespołowi trwać, są rekolekcje. Jest to okazja do skonfrontowania wątpliwości, do weryfikacji motywacji, do kolejnego przypomnienia sobie, kim jest Ten, któremu chcemy służyć

Żniwo:

 

Członkowie RDN’u to ludzie mieszkający w całej Polsce. Czy trudno jest Wam się spotkać na próbach? Kiedy się spotykacie? Czy dużo czasu i pracy wkładacie w przygotowanie?

GP:

 

Jest coraz trudniej nam się spotkać. Ci, którzy mieszkają w pobliżu, spotykają się raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie. W całości jest ciężko, bo trudno jest znaleźć odpowiedni termin, żeby wszystkim pasował. Głównie spotykamy się w całości przed koncertami.

Myślę, że za mało wciąż wkładamy pracy w zespół, powinniśmy zaangażować się w to bardziej, żeby to, co robimy, było nie tylko przyjemnością, ale też dobrze brzmiało.

Żniwo:

 

Na stronie RDN’u można przeczytać, że czerpiecie inspiracje z dobrych źródeł. Z jakich?

GM:

 

RDN nie jest zespołem profesjonalistów na co dzień utrzymujących się z muzyki, staramy się, by to, co tworzymy, miało jak najbardziej profesjonalne brzmienie. Do tego potrzebna jest, oprócz dobrego sprzętu, właściwa wrażliwość muzyczna, która kształtuje się m.in. podczas słuchania muzyki. Dla mnie dobre źródło inspiracji muzycznej to takie, które jest oparte na profesjonalnym warsztacie i pozytywnym, spójnym przekazie. Ja na przykład całkiem niedawno zachwyciłem się najnowszą płytą Georgea Bensona „Irreplaceable”. To zaskakująca dla znawców Bensona płyta, z zupełnie nowym brzmieniem i bardzo jasnym przekazem: Boża miłość jest niezastąpiona.

KS:

 

Dobrym źródłem jest muzyka chrześcijańska — amerykańska i polska.

Dla mnie jako perkusisty to moi idole perkusiści, na których się wzoruję.

Żniwo:

 

Jakie sukcesy odniósł RDN?

GM:

 

Zamiarem zespołu nie są sukcesy pierwszych miejsc na festiwalach i koncertach, tylko takie na których nam zależy: umacnianie ludzkiej wiary, więzi z Chrystusem, szerzenie Dobrej Nowiny. Owoce tych działań są w ludzkich sercach. Trudno jest czasami je dostrzec, zweryfikować. Bóg jest Tym, który przenika ludzkie serca.

Żniwo:

 

Jakie plany przed Wami? Kiedy możemy spodziewać się pierwszej płyty Rytmów Dobrej Nowiny?

GM:

 

Pięć lat wspólnego grania to wystarczający okres czasu, by go podsumować nagraniem płyty. Bardzo chcielibyśmy uczynić to w przyszłym roku. Widzimy dużo trudności, m.in. finansowych. Wierzymy jednak, że jest to możliwe. Nie chcemy robić nic na siłę. Prosimy wszystkich o modlitwę w intencji zespołu. A jeśli ktoś zna sponsora, który chciałby pomóc zespołowi w zarejestrowaniu materiału w studio, gorąco zachęcamy do kontaktu z nami.

 

Ich koncerty, utwory pomagają również nam w uwielbianiu Pana Boga oraz w modlitwie. Powinniśmy się cieszyć, że żyjemy tuż obok ludzi z tego zespołu i że możemy czerpać od nich wiele pozytywnych wzorów.

Całemu zespołowi życzymy sporo sił i wytrwałości na dalsze lata wyczerpującej pracy i oczywiście czekamy na płytę — i to nie jedną.

Dorota Leń

Come, listen to us, think about it — and pray together with us!